Powroty

Cześć! Na wszystkich blogach/portalach/vlogach czytam podsumowania mijającego roku. A ja wracam. Gdzie byłam, jak mnie nie było? I dlaczego bardzo się z tego swojego „niebycia” cieszę?

Nie to, że nie zaliczyłam ani jednego podejśca do napisania przynajmniej jednego posta. Jakoś nie wyszło, zatrzymałam się mniej więcej w połowie tworzenia tekstu o… poszukiwaniu motywacji (sic:P).

Skończyło się na ciekawych linkach listopada, dzisiaj teoretycznie powinny się pojawić najlepsze teksty przeczytane w grudniu. Nie pojawią się, no bo nie sposób wracać po miesiącu bez słowa wyjaśnienia. Zwłaszcza, że jak tak to sobie wszystko w głowie poukładałam to doszłam do wniosku, że hej, ja chyba tak naprawdę nie miałam czasu.

Jako copywriter pracuję od marca i nie ukrywam, że trochę obawiałam się zakończenia roku. Wydawało mi się, że ilość wolnych dni, świąteczna i sylwestrowa gorączka raczej nie będą sprzyjały ilości zleceń oraz, analogicznie, zadowalającej wysokości wypłaty. Heh i pomyłka. Dostaliśmy dwa ogromne zlecenia dla projektów unijnych obejmujących stworzenie jakiegoś miliona wpisów na fanpage i fora, notatki prasowe i artykuły tematyczne. Ostatecznie rano biegłam do redakcji, a przez resztę dnia siedziałam nad tekstami.

Oczywiście, paradoksalnie do ilości pracy, w tym roku postanowiłam być #trendy i ogarnąć sobie slow święta. Prezenty kupiłam odpowiednio wcześnie (większość), zapakowałam je pięknie w papiery i kokardy (tylko część, bo wszystkiego kupiłam za mało), wydrukowałam genialne bileciki prezentowe od One Little Smile. I piekłam #łoesu. Zazwyczaj to babcia ogarniała całe blachy niesamowitych kruchych ciasteczek w polewie czekoladowej, ale tym razem ambitnie zdecydowałam, że upiekę świąteczną wersję ciastek owsianych z czekoladą i żurawiną, a przede wszystkim pierniczki. Ogarnęłam foremki i chyba najprostszy przepis na świecie. Wyszło maksymalnie koślawo, znajoma nazwała je piernikami najgorszego sortu co brzmi dumnie.

Przy tym wszystkim musiałam znaleźć czas na bieganie. To już chyba uzależnienie. I chociaż cholernie obawiałam się hasania w niskich (a w ostatnich dniach nawet mocno minusowych) temperaturach, to właśnie w grudniu przekroczyłam magiczną liczbę dziesięciu pokonanych kilometrów!

Boże Narodzenie spędzone na wsi było świetną okazją do jedzenia, jedzenia, jedzenia odpoczynku od pracy i codzienności w ogóle. Spacery po lesie i wygrzewanie się w słońcu (!), to było świetne. Tak świetne, że nawet po powrocie do domu niemal od razu przestawiłam się na tryb „wolne, bo sylwester” (mam nadzieję, że bawiliście się tak samo fajnie albo jeszcze lepiej!)

Ostatecznie grudzień minął intensywnie, ale jakoś tak…. inaczej. W przeciwieństwie do poprzednich lat, cały wolny czas wykorzystałam maksymalnie – piekłam, biegałam i nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Idealne zakończenie roku. Tak chcę żyć dalej, do tego będę dążyć – osiągać kolejne cele, ale też mieć czas na wartościowy odpoczynek. Tego życzę sobie i Wam naturalnie w 2016 roku.

A blog? Od początku o tym piszę – nie jest moim priorytetem. Niemniej jednak na liście postanowień noworocznych pojawiło się kilka istotnych pozycji dotyczących copyblogerki. Będzie o tym wpis. Na pewno. Obiecuję #kiedyś.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Powroty

  1. Koślawe pierniczki to nic – moja pierwsza blacha była smaczna tylko dla fanów węgla 😉 A co do tego magicznego czasu między świętami i Sylwestrem – jeszcze nie zdarzyło się, żebym w te kilka dni zmobilizowała się do „prac niekoniecznych” – to zawsze jest czas odpoczynku 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s