Jak pokonać niemoc twórczą?

Brak weny to problem każdego twórcy. Pewnie – jakby nie było, twórca też człowiek. Z tą różnicą, że swoją kreatywnością nie ogarnia sobie czasu wolnego, a zarabia na życie…

…i o ile dzień spod znaku #niechcemisię nie stanowi tragedii to zdecydowanie mniej przyjemnie robi się wtedy, kiedy stan “zmęczenia materiału” przeciąga się o kolejnych kilka dni, tydzień czy miesiąc.

Kryzys w twojej głowie

Ostatnio pod jednym z postów na blogu pojawił się komentarz, którego fragment stał się podstawą dla napisania tego tekstu:

(…) Napisałaś, żeby pisać codziennie – owszem, praktyka jest bardzo ważna. Jednak pozostaje coś jeszcze – pisząc zawodowo przez wiele godzin dziennie mózg potem nie ma siły, aby np. stworzyć coś hobbystycznie.

No właśnie, chociaż sam komentarz dotyczył pisania w ogóle, każdy copyfighter powinien zdawać sobie sprawę z ryzyka, jakie niesie ze sobą przepracowanie. Jeżeli piszesz dużo, a przy tym nie dbasz o regenerację i “karmienie” swojej kreatywności, szybko przestaniesz czerpać przyjemność z pisania.

To nie jest tak, że niemoc twórcza zawsze ciągnie się miesiącami, a jej przebieg jest tragiczny jak kampania Żytniej ze zdjęciem ofiary ZOMO. To również wszystkie te dni, kiedy budzisz się z głową pełną planów i pomysłów, a wieczorem wyrzucasz sobie, że znowu nic nie zrobiłeś. Jej przyczyną nie musi być tylko zbyt intensywna eksploatacja umysłu. Często może to być również długotrwały stres, kłopoty lub nadmiar obowiązków (nie tylko w pracy).

Największe wypalenie zaliczyłam w ubiegłym roku, po paru pierwszych miesiącach pracy na stanowisku seo copywritera. Wtedy, kiedy minął efekt wow (“Oesu, piszę teksty do internetu” #fejm #prestiż #bogactwo). Wszystko było dla mnie fajne i nowe – praca w biurze, a nie za barem, stukanie w klawiaturę zamiast ogarniania pięciu jajecznic jednocześnie, wyszukiwanie informacji, bez potrzeby wysłuchania, jak klienci zamiast “straciatella” z uporem maniaka zamawiają lody o smaku “stakato”, “stararella” albo “katarakta” (?!). Zupełnie inny świat po prostu. Ale dość szybko przyzwyczaiłam się do dobrego, pojawiła się rutyna.
Oczywiście nie była to wina pracy. Pisanie tekstów pod seo wszędzie wygląda tak samo. To, co na początku było takie super, stało się codziennością. Dużo też w tym też mojej głupoty, ponieważ na siłę starałam się pisać jak najwięcej. Regularnie męczyłam swoją kreatywność, która, jak się okazało, potrzebowała regeneracji tak samo jak mięśnie po bieganiu.
Ostatecznie, po około dwóch miesiącach przestało mi się chcieć. Nie nie, to nie było tak – chciałam, bardzo chciałam…ale co z tego, kiedy mózg kazał tym moim chęciom spadać na drzewo? Bez sensu. Tekst, który wcześniej ogarniałam w czterdzieści minut, męczyłam przez godzinę i łatwo się rozpraszałam #Facebook. Chociaż (mam nadzieję) moje artykuły nie straciły wtedy na jakości, to mnie samej pisało się zwyczajnie kiepsko.

W moim przypadku wystarczyło przeczekać. Albo uświadomić sobie, że albo się ogarnę, albo najbliższa wypłata pozwoli mi co najwyżej na opłacenie czesnego.

Copyfighter vs. Kryzys

  • Odłącz się na chwilę – Niektórzy mogą sobie mówić, że lepiej napisać cokolwiek, niż nie stworzyć nic. A inni radzą odejście od ekranu komputera i zajęcie się innymi sprawami.
    Sama jestem raczej zwolenniczką tej drugiej metody. Po pierwsze, o wiele lepsze pomysły przychodzą mi do głowy offline (oczywiście zaraz przed snem, tak żeby nie chciało mi się ich zapisywać ;P). A po drugie, czasami taki detoks jest po prostu wskazany. Radzę ci, jeżeli jesteś zmęczony, a nie musisz pisać już, zaraz, natychmiast, to nie twórz nic na siłę. I tak nie napiszesz tekstu, z którego będziesz zadowolony, gwarantuję ci to.
    Z drugiej strony nie zawsze można sobie pozwolić na wyłączenie komputera i wyjście na spacer. Jeżeli deadline w pracy goni, to szef raczej nie podejdzie do twojej niemocy twórczej ze zrozumieniem (zwłaszcza, jeżeli to twój częsty problem). Ogarnij piętnaście minut przerwy i wracaj do pracy. Na pocieszenie – nawet jeżeli napiszesz kiepski tekst, nie martw się. To dzięki całkiem przeciętnym treściom możesz docenić ten naprawdę dobry.
  • Nie rozpraszaj się – Siadasz do pisania, to pisz. Youtube, Facebook, Instagram – nie ma opcji! Nawet, jeżeli zajrzysz “na chwilę” po piętnastu minutach pewnie dalej będziesz scrollować oś czasu/zdjęcia. Pomyśl, ile tekstu mógłbyś w tym czasie stworzyć!
    Ja wciąż mam z tym ogromny problem. Niby klikam w ikonkę Facebooka na chwilę, a tam nagle fascynuje mnie wideo o robieniu różyczek z ciasta francuskiego i już wybijam się z rytmu. Aha…no i seriale. Jasne, że jeden odcinek w przerwie nie zaszkodzi. Szkoda tylko, że za jednym zazwyczaj (jak to się dzieje??) włącza się (sam!)  kolejny. I jeszcze jeden. A później jest już za późno, żeby coś napisać. Nie, nie warto iść tą drogą.
  • Zapisuj swoje pomysły – Nie porzucaj żadnego pomysłu na tekst, hasło czy slogan. Zapisuj wszystko w notatniku, nawet jeżeli wydaje ci się on nietrafiony. Sama tak czasami robię. Rzeczywiście, najczęściej połowa z tych złotych myśli w dalszym ciągu do niczego się nie nadaje, ale z niektórych mogą powstać całkiem fajne rzeczy!
  • Pobudzaj kreatywność – Stałym elementem pracy copywritera jest ciągłe poszukiwanie inspiracji. Jeżeli nie możesz sklecić porządnie jednego zdania lub zwyczajnie nie wiesz, “co wrzucić na bloga czy fejsa”, to prawdopodobnie nie “karmiłeś” swojej kreatywności jak należy. Jak to robić? Szukaj fajnych zajęć, obserwuj otoczenie i rzeczywistość, zwracaj uwagę na detale, porozmawiaj z kimś ciekawy temat, czytaj, gotuj, zacznij uprawiać sport… Mnie samej wiele daje czytanie książek. I bieganie – godzina hasania po mieście to (poza lansem) najlepszy prezent, jaki daję samej sobie, mocna dawka energii dla mózgu i pozytywne zmęczenie mięśni. Mega sprawa. Polecam !
  • Dbaj o siebie – Czujesz się wypalony, ale może twoje permanentne zmęczenie to raczej efekt kiepskiego trybu życia? Zastanów się, jak jesz, czy dobrze się wysypiasz? Jestem wielką zwolenniczką twierdzenia, że pracując umysłem, trzeba o siebie dbać. W czasie, w którym nie dosypiałam i jadłam sporo śmieciowego jedzenia, sama czułam się jak mały śmietnik, a mój umysł nie pracował tak, jakbym tego chciała. Od kiedy zwracam uwagę na to co, kiedy i w jakich ilościach zjadam i regularnie ćwiczę, czuję się o wiele lepiej!

Czy są na sali copywriterzy? Albo inne osoby, które regularnie tworzą lub projektują? Jak sobie radzicie z brakiem chęci? Piszcie w komentarzach!

Pod jednym z ostatnich tekstów pojawił się taki oto komentarz:

Tak naprawdę to tylko jego część i tak naprawdę dotyczył on czegoś kompletnie innego. Ale właśnie to zdanie przypomniało mi o tym, że hej – ludzie to nie maszyny.

http://www.riennahera.com/2014/06/jak-pokonac-niemoc-tworcza.html

http://jamowie.to/brak-weny-co-z-tym-zrobic/

http://piszebochce.pl/o-niemocy-tworczej/

http://onelittlesmile.pl/2015/08/jak-pokonac-kryzys-tworczy-i-pobudzic-kreatywnosc.html

Reklamy

10 uwag do wpisu “Jak pokonać niemoc twórczą?

  1. Ja jestem! 🙂 Miło mi, że mój komentarz zainspirował Cię do stworzenia tego tekstu. Rzeczywiście ciężko jest mieć kreatywność przez cały czas, chociaż u mnie np. jest to przekleństwo – projekt goni projekt, muszę mieć cały czas „mózg gotowy”, a jak np. kończy się piątek i zaczyna weekend to też potrzebuję kreatywności, aby wyżyć się twórczo w scrapbookingu. Jak nie piszę i nie tworzę w papierach to czytam albo planuję. Albo wyjeżdżam i robię zdjęcia albo nagrywam filmy. Duuuużo tego 🙂 Ciągle coś robię, odpoczywam jak znajdę czas, czyli najczęściej ogarniając sobie kolejne zajęcie :)) Nie ma nic bardziej uciążliwego niż nagle pojawiająca się kreatywność. Wpadające hasła, nazwy – to wszystko staram się zapisywać na bieżąco, ale po pewnym czasie można mieć dosyć, bo jest tego dużo 🙂
    Ja działam tak, że pracuję od poniedziałku do piątku, w stałych godzinach dostosowywanych do grafiku mojego męża, a sobota – niedziela to jest u mnie czas na tworzenie. Takie dwa dni resetu sprawiają, że mam kreatywność gwarantowaną na cały tydzień pracy i praktycznie nie odczuwam braku weny. Co do rozpraszania – niebawem na moim blogu będzie o tym tekst, w którym zdradzę pewien system, który działa!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzięki za podzielenie się radami. No i czekam na Twój tekst!! Rozpraszanie w trakcie pracy to moja słaba strona – nawet w pracy w biurze mnóstwo zadań wykonuję dużo wolniej niż bym chciała, bo co chwila zajmuje mnie scrollowanie FB (co z tego, że po raz piąty w ciągu godziny), gadanie z innymi, sprawdzanie maila, bloga itd. itp. 🙂

      Polubienie

  2. Wypalenie jeśli chodzi o jakiekolwiek „ambitniejsze” działania, zdarza się często, ale u mnie jest to często perfekcjonizm. Po prostu jeśli coś nie jest takie jak sobie założyłem na początku, nie mogę przebrnąć. Chwila samotności, jakieś oderwanie się od świata wirtualnego zawsze pomaga. Dobrze się też czuję, gdy mam wszystko załatwione. Jak mi coś ciągle wisi, nie mogę tego zakończyć – rozpoczynanie innych rzeczy jest jeszcze trudniejsze. Na szczęście mam morze i staram się tam właśnie relaksować. Albo jakiś wspólny spacer z dziewczyną, rozmowa o całkiem „zwykłych” na pozór sprawach, często dają taki reset.

    Gorzej, jeśli obowiązków jest zbyt dużo… wtedy nawet odpoczywać nie potrafię.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Żadna ze mnie copywriter, ale wyszło mi, że chyba często się wypalam. Po prostu nie chce mi się do tego usiąść. Ile razy coś ugotuję, robię zdjęcia jak szalona, a potem miesiąc minie, zanim to opisze, następnie mam wrażenie, że to jakiś bełkot, zero humoru w moich tekstach i w zasadzie nie stosuje żadnych z Twoich rad. Teraz to zaczęłam się zastanawiać czy jest sens to pisać. Równie dobrze mogłabym tylko wrzucać zdjęcia, żeby pamiętać co mi smakowało 😛 z drugiej strony może to kwestia tego, że nie mam pomysłu na to, po prostu spisuje przepis i tyle. Jak myślisz?

    Polubienie

    1. Brak spójnej strategii i pomysłu na wpisy może wpływać na regularność ich publikacji (nie wiesz jak pisać, co wrzucić na bloga itd.). Poczytaj sobie jednego z moich starszych postów, gdzie opisałam tworzenie ogólnej strategii contentowej krok po kroku: https://copyblogerka.wordpress.com/2016/02/20/strategia-content-marketingowa/ .

      Dodam jeszcze jedną rzecz 🙂 Na blogach kulinarnych, na które zaglądam, widać zazwyczaj jeden model tworzenia postów. Blogerki i blogerzy przed podaniem samego przepisu krótko (i często bardzo pięknie) opisują, czym konkretne danie jest dla nich tzn. jakie historie wiążą się z jego smakiem. W swoich tekstach wracają albo do czasów własnego dzieciństwa, albo całkiem niedaleko, odtwarzając danie jedzone w trakcie ostatnich wakacji. Świetnie ogarniają sprawę Eliza z White Plate, Ania ze Strawberries from Poland, czy Marta z Co dziś zjem na śniadanie (genialny blog!!).
      Ale! Mamy też takie blogi, jak ErVegan, gdzie Eryk po prostu bardzo smacznie opisuje swoje pomysły na wegańskie żarełko. I to też czyta się genialnie!

      Strategię spisz sobie ot tak, dla ułatwienia, bez względu na wszystko. Ale przy okazji poczytaj inne blogi kulinarne trochę inaczej niż dotychczas.”Rozbierz” teksty na części pierwsze i zobacz, za pomocą jakich środków te teksty są tak fajne. Znajdź swój pomysł i pisz tak, żeby blogowanie sprawiało Ci przyjemność 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s