#myfirst7jobs | gastro, markety i hiszpańskie truskawki

Uwielbiam akcję #myfirst7jobs! Ogarnąć, jak zaczynali topowi influencerzy – bezcenne! Ogarnąć samemu pierwsze płatne zajęcia – dobra zabawa, ciekawy powrót do przeszłości i nutka nostalgii za ekspresem ciśnieniowym i polami truskawek.

Trudno mi się było ograniczyć do tytułowych siedmiu prac, bo na przestrzeni lat było ich o wiele więcej…koniec końców darowałam sobie pierwsze pieniądze, jakie zarobiłam na rysowaniu i sprzedawaniu karteczek z Lidla (ok. 10 łotych), a pracę we wszystkich gastro-miejscach opisałam w jednym punkcie. I tak było trudno to wszystko ogarnąć. O zachowaniu standardowej chronologii czasu nie wspominając. Ale ostatecznie jest: #myfirst7jobs 🙂

1. Zbieranie wiśni gdzieś pod Kielcami
Miałam 14-15 lat. Z koleżanką znalazłyśmy ogłoszenie, zadzwoniłyśmy i z początkiem wakacji pojechałyśmy zbierać wiśnie…albo czereśnie, nie pamiętam. Grupa liczyła ok. 20 osób. Przedział wiekowy – 14-60 lat.
Spaliśmy wszyscy w garażach, a na obiad dostawaliśmy tak tłuste rzeczy (w środy mortadelę, pamiętam), że chyba tylko młodzieńczy wiek uratował mnie od permanentnej zgagi…
No i hej, nie zapomnę Edzia! Edziu był ze wszystkich najstarszy. Co niedzielę zakładał garnitur- z szacunku do wódki, którą tylko w ten dzień pijał. Pasjami jeździł na rolkach. W długim, czarnym, skórzanym płaszczu. W krótkich spodenkach. I z gołym torsem. Walczcie z tym. 

PS.: A w wieku 19 lat robiłam tatuaże z henny. Spędziłam miesiąc w Mielnie. A co dzieje się w Mielnie, w Mielnie zostaje, dlatego nic więcej nie napiszę 🙂

2. Hostessa
Nudna i trudna praca, ale w liceum ciężko było znaleźć cokolwiek innego. Ostatecznie weekendy spędzałam w różnego rodzaju marketach na różnego rodzaju promocjach.

Z drugiej strony było to pierwsze zajęcie, za które dostawałam konkretne pieniądze. I takie, które nauczyło mnie rozmawiać z ludźmi tak, żeby koniec końców wrzucili do koszyka pięć tabliczek czekolady, za które dostaną magnes na lodówkę gratis #siłaperswazji.

3. Praca za granicą: pola truskawek w Andaluzji i piękne domki Waalwijk
Mając 20  lat zbierałam truskawki w Hiszpanii.
Pojechałam tam na kilka miesięcy. Przez ten czas marzłam (brak ogrzewania w domku), pracowałam w deszczu i chłodzie lub przeciwnie – w 40 stopniach, przez kilka godzin dziennie pochylona nad rabatkami. Ale w życiu nie zamieniłabym tego na żaden wyjazd turystyczny!
Mieszkając w Palos de la Frontera, żyjąc z tymi wszystkimi ludźmi, ogarniając to miasteczko tak, jak ogarniają je lokalsi, prawdopodobnie poznałam Andaluzję lepiej, niż podczas jakichkolwiek wakacji zorganizowanych przez biuro podróży! Nie zapomnę gościa z Turcji, który mówił po polsku tak dobrze jak ja, Gośki-współlokatorki, chłopaka, który sprzedawał najlepszą na świecie czekoladę z samochodu na rynku, pysznej (!) whisky za 4 euro i tej wspaniałej rutyny, którą ogarnęłam po jakimś czasie ze wszystkimi pracownikami – truskawki do 14, szybki prysznic i obiad, łapanie stopa, popołudnie spędzone nad oceanem, piwo w ulubionej knajpie w centrum miasteczka. Pięknie!

Za to w wieku 22 lat wyjechałam do Holandii, gdzie pracowałam w magazynie dużego sklepu internetowego (coś w rodzaju holenderskiego Amazon).
Wiele się nauczyłam podczas tych zagranicznych wyjazdów. Bo chociaż na początku czułam się sama bardzo źle, to w końcu dawałam radę. Duża w tym zasługa świetnych ludzi, których wtedy poznałam. Nie wiem, czy miałam szczęście, czy stereotypy o „złych rodakach za granicą” są po prostu mocno przesadzone.

Nieważne. Z Holandii zapamiętałam piękne miasta i miasteczka, bajkowe domy i czystość. No i miło było kupić ciuchy albo “One” Calvina Kleina za 1/4 dniówki, a nie trzy dni pracy w gastro! Dla mnie to było naprawdę coś!

4. Witaj gastro: kelnerka/barmanka/baristka/sandwich master/social media kid/ elektryk/ hydraulik/ sprzątaczka
Tak jak pisałam we wstępie. Ogarnę w jednym punkcie wszystkie gastro-miejsca, w których pracowałam.
W wieku 20 lat trafiłam do lokalnego browaru/restauracji. To miało być tymczasowe zajęcie, a zostałam prawie dwa lata.
Całe godziny spędzane w biegu, dziesiątki kursów z tacami pełnymi piwa, ogarniane pełnej sali, dniówki trwające do trzeciej w nocy…Ale też fajni ludzie, z którymi się pracowało.

22 lata – kawiarnia. Marzyłam o parzeniu kawy z ekspresu ciśnieniowego. I tyle. W tej pracy po raz pierwszy prowadziłam firmowego fanpage’a. Dzisiaj czytanie i oglądanie tych postów jest trochę żenujące #każdyjakośzaczyna, ale wtedy wszyscy, włącznie z pracodawcami, byli pod ogromnym wrażeniem. Więc co miałam zrobić – byłam z siebie cholernie dumna 🙂 W tym samym czasie zaliczyłam praktyki studenckie w lokalnym dzienniku – rano byłam dziennikarzem, a popołudniami i wieczorami parzyłam kawę i podawałam ciacha.

23 lata -śniadaniownia. Długie zmiany, dużo pracy, pyszne kanapki.

Generalnie miałam bardzo dużo szczęścia. Nigdy nie trafiłam do miejsca, w którym pijani klienci roznosili cały lokal, gdzie było brudno albo gdzie był problem z uzyskaniem pieniędzy za wykonaną pracę. Ostatecznie wspominam ten czas bardzo dobrze. A własny, piękny fit-food truck do dzisiaj pozostaje jednym z moich najbardziej istotnych marzeń 😀

Podobało mi się, dobrze się wtedy bawiłam, chociaż każdy, kto chociaż raz ogarniał gastronomię wie, że nie zawsze jest fajnie, łatwo i przyjemnie. Praca w gastro to nie tylko robienie koktajli, noszenie piwa czy ogarnianie wzorków spienionym mlekiem. Po każdej zmianie trzeba było posprzątać cały lokal, zrobić raporty, czasem zająć się dostawą. Zdarzało mi się naprawiać lodówkę i ratować tort zamówiony przez klientkę, który ucierpiał w wypadku samochodowym. O kretynizmie większości klientów nie będę pisać, bo szkoda sensu. W większości wynikały z tego przekomiczne sytuacje.

5. Dziennikarz redaktor
Po praktykach zaproponowano mi pracę w lokalnym dzienniku.
W tym miejscu wspomnę tylko o pierwszych dniach praktyk – studia, a prawdziwa praca dziennikarza to NAPRAWDĘ zupełnie co innego. Przykład?
Na zajęciach uczyli mnie, że przed każdym wywiadem należy poświęcić jak najwięcej czasu na research, dowiedzieć się jak najwięcej o rozmówcy. No nie wiem…takie sytuacje zdarzają się może w redakcjach luksusowych miesięczników. W gazecie codziennej naprawdę nie ma na to czasu! Zdarzało się, że research musiałam wykonać w ciągu pół godziny.

Na stworzenie notatki prasowej poświęciliśmy kiedyś całe zajęcia (dwie lub trzy godziny). Wierzcie mi, w prawdziwym świecie taka akcja byłaby nie do pomyślenia.

Ostatecznie, po dwóch latach studiów, okazało się, że muszę ogarniać zawód dziennikarza całkowicie od zera. Wcześniej myślałam, że zawinił poziom nauczania na mojej uczelni. Niestety osoby, które teraz przychodzą do redakcji na praktyki utwierdzają mnie w smutnym przekonaniu, że bez względu na miejsce, studentom wbija się do głowy jakąś dziwną bajkę, która nijak ma się do rzeczywistości!

6. SEO Copywriter
Po latach pracy w gastro spędzanie kilku godzin przed komputerem było dla mnie…dziwne. Do tej pory nie mieściło mi się w głowie, że w Częstochowie można TAK pracować i zarabiać całkiem normalne pieniądze. A tu proszę. Zadzwoniłam, poszłam na rozmowę kwalifikacyjną. Napisałam próbny tekst, który się spodobał. Po kilku miesiącach byłam pewna, że robię to dobrze, że jestem w czymś autentycznie dobra. Czułam się z tym fantastycznie. Na tyle, że zaczęłam pisać Copyblogerkę 🙂

7. Social Media Kid
Listopad, rok 2015, mam 23 lata. Jako dziennikarz idę na szkolenie z “fejsbuków” prowadzone przez Mateusza z agencji marketingowej Niebieski Lis.

Tu też – nie mieściło mi się w głowie, że tego typu firma działa w Częstochowie. Dlatego nie mogłam tych warsztatów odpuścić. Podobało mi się, na podstawie szkolenia ogarnęłam artykuł o podstawach skutecznej komunikacji na Facebooku

Koniec końców w grudniu zostałam zaproszona do Lisa na rekrutację, a w styczniu lub w lutym zaczęłam od podstaw poznawać social media i e-marketing .


Do dzisiaj pracuję w redakcji i w agencji marketingowej. Od czasu do czasu piszę teksty pod SEO i łapię zlecenia jako freelancer. Prowadzę bloga. Już ponad rok zarabiam na życie pisaniem, ponad pół roku ogarniam e-marketing i media społecznościowe. „Piszę” (staram się) pracę magisterską o social mediach. Jeżdżę na imprezy blogowe – w najbliższej perspektywie WroBlog i piwko z blogerami w Katowicach. Nie mogę się doczekać!

Hej, mam 24 lata i podoba mi się miejsce, w którym jestem! I jestem naprawdę ciekawa, jak to wszystko potoczy…umieram z ciekawości 😀


A jak u Was? Pamiętacie swoje pierwsze płatne zajęcia? Ile mieliście lat? Ile różnych zawodów zaliczyliście zanim znaleźliście pracę, w której czujecie się dobrze? A może wciąż jej szukacie? Koniecznie piszcie w komentarzach!

Advertisements

5 uwag do wpisu “#myfirst7jobs | gastro, markety i hiszpańskie truskawki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s